Wypowiedzi po meczu Pniówek - Łąka

17.10.2006, 15:46

Łukasz Tomala zdobył jedynego gola w meczu Pniówka z LKS Łąka. Jego gol zapewnił Pniówkowi trzy punkty. - Bardzo ciesze się przede wszystkim z tego zwycięstwa - mówił po meczu strzelec.

- Kto strzelił zwycięską bramkę to już nie jest tak istotne, aczkolwiek cieszę się, że to na mnie trafiło. Wiadomo jaki był układ w tabeli, jest dość ciasno. Teraz bezpośrednio przeskoczymy Łąkę i pniemy się w górę. Widać progres. To był typowy mecz walki i wiedzieliśmy o tym już wcześniej, bo trener zaznaczał nam to na odprawie.Przy bramce, uprzedził pan rywali...
Byłem tam pół sekundy szybciej i o to chodzi. Dobrze, że nie trafiło na mnie, bo bym skończył tak jak Pławecki, który został przewieziony do szpitala prawdopodobnie z wstrząsem mózgu. Przykra sprawa, ale taka jest niestety piłka. To nie są szachy.

Nie bał się Pan wtedy wsadzić głowy?
Wtedy o tym się nie myśli. Bardzo dobrą piłkę zagrał Jarek Bujok, starałem się wyprzedzić obrońcę i to mi się udało. Przed bramkarzem uciekłem, gdzieś tę głowę włożyłem i dobrze, że jest 1:0. Trzy punkty zostały w Pawłowicach i z tego się najbardziej cieszę. Co Pan pomyślał, kiedy zobaczył leżących zawodników Łąki?
Szczerze mówiąc, ja zaraz po strzale słyszałem te zderzenie bramkarza z obrońcą. Wiedziałem, że to coś poważnego będzie. Później patrząc ma leżących zawodników Łąki wiedziałem, że coś poważnego się stało.

Nie przeszły gdzieś tam jakieś ciarki?
Nie, po prostu wtedy o tym się nie myśli. Tak się skończyło, jak się skończyło.

Mirosław Szwarga ma wreszcie powody do zadowolenia. Jego zespół powoli zaczyna łapać rytm i wychodzić ze strefy „czerwonej”, która w tym sezonie jest bardzo szeroka. - Tak jest bardzo długa, bo od siódmego miejsca w dół – rozpoczął Szwarga.

– Założenie jest takie, żeby zdobywać punkty gdzie się da. Wcześniej nam to się nie udało. Długo nie wygrywaliśmy, ale faktem jest, że punkty zdobywaliśmy. Co prawda z drużynami słabszymi, ale sztuką też jest nie strzelić gola, a zdobyć punkt. Ostatnio udało się wreszcie wygrać w Wodzisławiu i teraz w podobnym meczu z Łąką, która jest drużyną niewdzięczną i to widać po stylu gry.

Mecz ten oprócz rangi derbów był także pojedynkiem o przysłowiowe sześć punktów.
Tak, oprócz tego, że derby to jeszcze mecz o sześć punktów i do tego presja, żeby załapać się do tej szóstki. I to nie tylko na nas, ale także na wszystkich drużynach grających w IV lidze. W dodatku u siebie nam jakoś się ciężko gra...

No właśnie, wcześniej Pniówek remisował ze drużynami z dolnych rejonów tabeli.
Ale z drugiej strony jesteśmy taką drużyną, że potrafimy strzelić jedną bramkę a nie tracimy sami i potrafimy dowieźć ten wynik do końca. Po meczu z Łąką jesteśmy zadowoleni z tego, że nam się to właśnie udało. W przodzie jedna, w tyle nic i są trzy punkty.

Jak przystało na derby nie zabrakło walki...
Uczulałem zawodników, że dzisiaj może nie być pięknego meczu, że przeciwnik pozwoli nam grać, albo my im. Uczulałem swoich piłkarzy, że trzeba walczyć na każdym metrze boiska i plan ten wykonali w 100%. Mecz nie był piękny, ale widać, że była ostra walka. Może nie brutalna, ale męska.

A o waszym zwycięstwie zadecydowała trochę kuriozalna bramka.
Moim zdaniem to Tomala wyprzedził bramkarza, który rozpędzony wpadł na swojego kolegę. No, ale dobrze, że Tomala tam był bo zdobyliśmy gola i trzy punkty.

Trener „Zielonych” Bronisław Loska z wyniku nie robił tragedii. Bardziej zdenerwowała go postawa arbitra, Roberta Rokosza z Katowic. - Znamy tego sędziego, bo to on nas „usadził” rok temu w meczu u siebie z Koszarawą – mówi Loska.

- I w Pawłowicach się to powtórzyło. Sędzia ustawił mecz. Faul Łukasza Wróbla, za który dostał druga żółtą kartkę nie zasługiwał na taką karę.Moim zdaniem sędzia po prostu polował na zawodnika, który już miał jedno „żółtko”, żeby dać mu czerwoną kartkę i ustawić mecz pod dyktando gospodarzy. A propos bramki to Adam Skrzypiec miał tę piłkę wybić głową, nie puszczać jej na ziemię, a Łukasz Szweda miał siedzieć w bramce. Nie wychodzić, bo Dominik Pławecki już tam wychodził.

Aczkolwiek w dziesiątkę mieliśmy więcej sytuacji, bo Pniówek się cofnął w drugiej połowie do defensywy. Sam Piotrek Maroszek miał dwie sytuacje. Zaraz na początku drugiej połowy i w 80 minucie. Głową zagrał sobie piłkę obok bramkarza i moim zdaniem tam był karny. Kiedy chciał uderzyć obrońca zahaczył go i zabrakło mu nogi. Gdyby go nie ciął to byłby gol. I taka jest moja rzeczywistość.
W każdym bądź razie ja nie robię z tego wyniku tragedii. Mecz przegraliśmy, ale widać u chłopców, że jest w nich werwa, przyszłość i na pewno pokazali charakter. Chociaż gdybyśmy grali w 11, to byśmy moim zdaniem w Pawłowicach wygrali.

No właśnie, Pana piłkarze pokazali charakter. W drugiej połowie nie było widać różnicy tego jednego zawodnika.
Tylko, że w nogach to będą na pewno czuć, bo trzeba było za tego jednego więcej biegać. Inaczej się gra w 10, a inaczej w 11. powiem też, że więcej się spodziewałem po „ligowcach” Pniówka. Zawodnicy nieźli, ale myślałem, że będziemy mieli gorszą przeprawę. (fot. Infopres, Gazeta Pszczyńska)

Z głównymi aktorami meczu Pniówek Pawłowice – LKS Łąka rozmawiał: Radosław Jeleń

rin

T G+ F

1

1

Zobacz także

Powiedzieli po meczu Pniówek – GKS Tychy
Powiedzieli po meczu Pniówek – GKS Tychy
Pniówek - Łąka 1:0
Pniówek - Łąka 1:0
Górskie wycieczki z DIABLAKiem
Górskie wycieczki z DIABLAKiem
Zarezerwuj wizytę przed przyjściem do urzędu
Zarezerwuj wizytę przed przyjściem do urzędu
Kolejni mieszkańcy naszego powiatu pokonali wirusa
Kolejni mieszkańcy naszego powiatu pokonali wirusa

Komentarze:

treść:
autor:

SQL: 18