Rzeźnia na rowerach

Wola05.09.2018, 14:42

Przejechać 1 200 km rowerem to nie lada wyczyn. Zrobić to w ograniczonym czasie, to wyzwanie. A jeszcze jeżdżąc głównie przez pola, łąki i piasek – sztuka dla nielicznych. Troje mieszkańców Woli ukończyło ekstremalny ultramaraton przez całą Polskę.

Rowerowy Maraton Wisła 1 200 był pierwszym tego typu wydarzeniem w Polsce i – jak podkreślają uczestnicy – najtrudniejszym maratonem rowerowym, jaki zorganizowano w kraju. W ciągu maksymalnie 200 godzin (razem z noclegami i odpoczynkiem) należało pokonać trasę spod Baraniej Góry do Gdańska. Trasa o długości ok. 1 200 km wiodła wzdłuż Wisły. Ale tylko w ograniczonym zakresie asfaltowymi, wygodnymi ścieżkami rowerowymi.

Na starcie tej ekstremalnej wyprawy pojawiło się 216 rowerzystów, także tacy, którzy przejechali niemal wszystkie kontynenty. Wśród uczestników było także troje mieszkańców Woli. Stanisław Duda oraz Barbara i Przemysław Wawrzyniakowie lubią wspólne wycieczki rowerowe, choć wcześniej były one na zdecydowanie krótszych trasach. Postanowili jednak wziąć udział w maratonie.

Kiedy się zgłaszali, nie do końca wiedzieli, na czym polega. Wcześniej nikt takiej wyprawy w Polsce nie organizował. - Im bliżej rajdu okazywało się, że nie jest to przejażdżka, tylko – po naszemu – rzeźnia. Byliśmy dobrze przygotowani do maratonu, zarówno fizycznie i psychicznie, jak i pod względem sprzętu. Ale to, co zastaliśmy nas zaskoczyło – mówi Stanisław Duda.

Zasady były jasne: nie można wcześniej rezerwować noclegów, zabezpieczać trasy, korzystać z zaplanowanej pomocy z zewnątrz, a serwisowanie pojazdów możliwe było tylko we własnym zakresie. Korzystać można było tylko z tego, co jego ogólnodostępne.

Najważniejsza była jednak trasa. - Każdy z nas miał tracker gps, który sprawdzał, czy nie zjeżdżamy z trasy. Musieliśmy jechać ściśle wyznaczonym śladem, wzdłuż Wisły. To często były szlaki wydeptane przez wędkarzy, czasem zwierzęta, między pokrzywami. W większości przez chaszcze, gęstą trawę, pokrzywy, łąki, często po piasku, kiedy trzeba było zejść z roweru i go prowadzić. Czasem nawet nie było widać gdzie się jedzie! - opowiadają członkowie Natan Team z Woli. Wszystko to nieraz w deszczu, czy podczas burzy, i z sakwami, w których wozili wszystko, czego potrzebowali.

 

Więcej o niezwykłej wyprawie mieszkańców Woli piszemy w aktualnym numerze "Gazety Pszczyńskiej" (nr 16/2018)

 

Reklama

Reklama

pako

T G+ F

Zobacz także

Pierwsze rowery oznakowane
Pierwsze rowery oznakowane
Zamiast auta, na rowery!
Zamiast auta, na rowery!
Ofiara wypadku w Warszowicach nadal nieznana
Ofiara wypadku w Warszowicach nadal nieznana
Zamiana ról w powiecie
Zamiana ról w powiecie
Pomóż tworzyć informator dla osób z niepełnosprawnościami
Pomóż tworzyć informator dla osób z niepełnosprawnościami
Kobiór: auto wpadło do rowu
Kobiór: auto wpadło do rowu
Ukradł sąsiadce 1,5 tony węgla
Ukradł sąsiadce 1,5 tony węgla
Każde morze zamieniłbym na góry
Każde morze zamieniłbym na góry
6-kilometrowy odcinek ul. Wyzwolenia gotowy
6-kilometrowy odcinek ul. Wyzwolenia gotowy

Komentarze:

Robert Gls 2018-09-05 godz. 22:09
Super tak 3mac pozdrawiam
Miś 2018-09-05 godz. 21:24
Gratulacje
treść:
autor:

SQL: 20