"Zwierzę niestadne"

25.09.2006, 16:49


Każdy, kto miał okazję choć chwilę z nią porozmawiać mógł odczuć na własnej skórze, że jest wielką osobowością. Na scenie trochę nieśmiała, na siłę nie rozbawia fanów, ale taka właśnie jest. Jak sama mówi nie robi niczego wbrew sobie. Kiedyś szokowała wyglądem, dzisiaj jest bardziej stonowana, ale przyznaje, że okres buntu w jej życiu jeszcze nie minął... Z niezaprzeczalną gwiazdą polskiej muzyki rockowej, którą niedawno mogliśmy usłyszeć podczas Dni Pszczyny, Katarzyną Nosowską, rozmawia Marcela Pniok.

Zespół HEY już od 1992 roku utrzymuje się w czołówce kapel rockowych. Jednak złote lata polskiej muzyki rockowej już chyba minęły?

Muzyka rockowa jest muzyką korzenną, wyrasta w wiele innych podgatunków. I myślę, że ma na tyle silne korzenie i tak mocno jest osadzona w realiach światowego show biznesu, że nic jej nie grozi. Aczkolwiek jest taką... strefą niszy. Szczególnie jeżeli chodzi o stacje radiowe, które traktują muzykę gitarową jako sferę nieprzyjazną dla ucha komercyjnego odbiorcy. A to jest bolesne, bo w twórczości zespołów rockowych zawsze da się znaleźć piosenkę, którą warto zaprezentować, bez specjalnego uszczerbku na słuchu odbiorcy radiowego. Być może rzeczywiście muzyka rockowa zeszła do podziemia, nie jest muzyką megapopową, ale jest na tyle silna, że zawsze znajdzie odbiorców, którzy łakną takich doznań.Ty nie pozwoliłaś się zaszufladkować do jednego gatunku muzyki. W karierze solowej poszłaś w zupełnie inną stronę...

Jestem do tego za duża (śmiech). Myślę, że ludzie, którzy grają w zespołach albo występują solowo dzielą się na takich, którzy przepadają za dźwiękami, albo mają przed sobą postawione jakieś inne cele. Ja kocham muzykę i absolutnie nie widzę żadnego wstydu w tym, że słucham bardzo dobrze zrealizowanej muzyki popowej, rockowej i eksperymentalnej. Po prostu interesuje mnie to, co się dzieje w muzyce, przepadam za dźwiękami. A w związku z tym, że HEY jest zespołem siłą rzeczy zdeklarowanym, byłoby nietaktem wobec kolegów proponować, żebyśmy na każdej płycie eksperymentowali do bólu. A mnie interesuje eksperyment. Zorganizowałam więc sobie przestrzeń poza zespołem, w której mogę swobodnie realizować swoje małe przygody.

Ale na początku poddałaś się muzyce rockowej bez zahamowań...

Tak, bo byłam młoda, a młodzi ludzie szukają w muzyce odreagowania, ucieczki, przestrzeni, która gwarantuje odcięcie się od codzienności. To właśnie rozbuchane w sensie wyobraźni i emocji jednostki wybierają muzykę żywiołową, ekspresyjną, rockową. Ci, którzy są bardziej stonowani w odbieraniu świata i rzeczywistości, pewnie skłaniają się bardziej w stronę tańców na parkietach niż odbieraniu muzyki, która niesie ze sobą jakiś ważniejszy przekaz.

A czy Kasia Nosowska była buntowniczką?

Myślę, że nadal nią jestem, ale to jest wszystko mocno zdroworozsądkowe. Nigdy nie byłam osobą, która megaspontanicznie rzuciła się na głęboką wodę. Zawsze wiedziałam jakie są moje możliwości, jakie ograniczenia będą mi towarzyszyły do końca życia i nigdy nie porywałam się z przysłowiową „motyką na słońce”. Byłam grzecznym dzieckiem – tak mi się wydaje. Chociaż moi rodzice mają zupełnie inne zdanie na ten temat (śmiech).

Chcesz powiedzieć, że rodzice wychowywali Cię twardą ręką? Przecież jesteś jedynaczką!

Ale bardzo nietypową. Rodzice preferowali raczej „chłodny chów” – każdego dnia poszerzali moją świadomość, że nie tylko ja jestem na świecie. Więc nie jestem jedynaczką, która jest skoncentrowana na sobie. Mam świadomość tego, że moja rola w większości przypadków jest usługowa.

To znaczy?

Kiedyś wnikając w numerologiczne klimaty wyczytałam, że ja jako cyfra jeśli zacznę robić coś dla siebie, przegram całe życie. Natomiast jeżeli będę robiła coś dla ludzi, zawsze będę miała poczucie wygranej. Mam świadomość tego, że żyjemy w czasach gdy wszyscy produkują dane do CV. Taka wypowiedź może zabrzmieć hipokryzyjnie, ale kiedy wychodzę na scenę w niewerbalny sposób składam pokłon Opatrzności, że doprowadziła mnie do takiego miejsca, że idę do pracy i naprawdę się z tego cieszę i mówię sobie: „Mój Boże, jakie to szczęście, że robię akurat to”.

Zawsze tak było?

Nie i myślę, że właśnie dlatego doceniam aktualny stan rzeczy. Miałam kilka epizodów z pracą w miejscach... powiedziałabym dziwnych. I wtedy było mi bardzo źle na świecie. Wychodziłam rano na 7.00 do pracy i normalnie chciało mi się płakać. To moja mama postanowiła zająć się moją „karierą” i postarała się u znajomej o pracę dla mnie - wprowadzaniem danych do komputera na poczcie. To był komputer typu „Odra” – bardzo stary system i wręcz okrutna praca. Zupełnie nie dla mnie. Dlatego kiedy pojawiła się szansa, uciekłam na festiwal do Jarocina. Reszta się jakoś potoczyła i bardzo się cieszę, że jestem właśnie tu i teraz.

No tak, ale nie powiesz mi, że ciągłe życie w trasie należy do najprzyjemniejszych...

To nie do końca tak wygląda. Rzeczywiście lato jest trudne, bo bardzo ciężko nam wyjechać z dzieciakami np. na pełne dwutygodniowe wakacje. Ale gramy tak naprawdę tylko w weekendy, więc to nie jest jakiś dramat. Zawsze jest czas żeby wrócić do domu, poczuć się domatorem i potem na powrót udać się w trasę. Jesteśmy świadomi, że „nie można zajechać konia”. Bo to miałoby wpływ na nasze samopoczucie na scenie, a nam zależy na tym, żeby się z tego ciągle cieszyć. Nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę zarabiać pieniądze i zarzynać się do pierwszej krwi. Wystarczy żeby sytuacja w portfelu była stabilna, a przede wszystkim, żeby mieć z tego radość. Bo jeżeli ona zniknie, HEY musiałby się rozpaść, a tego byśmy nie chcieli.

Mówisz o sobie, że jesteś nieśmiała...

Bo w grupie jestem nieśmiała! Jestem takim obwoźnym teatrem jednego aktora i widza. To dla mnie najdoskonalsza opcja. W sytuacji kiedy jest wokół mnie więcej osób i jeszcze nie daj Boże, których nie znam, wychodzę na gbura. Zamykam się w sobie i skupiam się na butach. Wszyscy wtedy myślą, ze jestem nieżyczliwa. A to jest błędnie odebrany komunikat. Ja się po prostu boję, wstydzę i nie umiem się realizować w dużym towarzystwie. Zdecydowanie nie jestem zwierzęciem stadnym.

Z fanami również na siłę nie próbujesz nawiązać kontaktu...

Wiem, wiem, docierają do mnie sygnały, że jestem zbyt zamknięta, zbyt dziwaczna, zbyt mało komunikatywna, nie robię show... Szczerze mówiąc nawet mi nie przyszło do głowy żeby spróbować sprostać tego typu oczekiwaniom. Gdybym zaczęła się wygłupiać, ludzie poznaliby, że przedstawiam coś dziwnego, co nie ma ze mną nic wspólnego. Oczywiście to nie oznacza, że nie miewam momentów, kiedy chcę być swobodna. Dawno temu kiedy byłam chudsza, to nawet zdarzało mi się tańczyć na koncertach i to było spontaniczne. Ale ci, którzy mnie znają wiedzą, że kiedy tańczę, to tylko wtedy, gdy dobrze czuję się w swojej skórze. W przeciwnym wypadku nie jestem w stanie nagiąć się do sytuacji i zacieszać bez sensu, bo to by było po prostu przykre.

Jakie plany zespołu na najbliższe tygodnie?

Ciągle koncerty, wyjazdy, głównie na wybrzeżu, przeplatane kilkoma luźniejszymi dniami. Być może pojedziemy za granicę, nawet jakaś wielka woda się szykuje i pojawiają się całkiem ciekawe propozycje i czekamy na to niecierpliwie. A więc granie i życie... nic wielkiego (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

pin

T G+ F

1

1
1

Zobacz także

Rozpoczęli sezon polowań. Najpiękniejsze zwierzę upolował...
Rozpoczęli sezon polowań. Najpiękniejsze zwierzę upolował...
Dzień Zdrowia w Domu Kultury w Woli
Dzień Zdrowia w Domu Kultury w Woli
Pijana kobieta zamknęła psa w paczkomacie
Pijana kobieta zamknęła psa w paczkomacie
Podczas Biegu Pszczyńskiego możemy pomóc chorej Dominice
Podczas Biegu Pszczyńskiego możemy pomóc chorej Dominice
Zajmują pas drogowy i słono płacą
Zajmują pas drogowy i słono płacą

Komentarze:

treść:
autor:

SQL: 18