Zeznawali bliscy zamordowanej. Oskarżony nie był w stanie

02.11.2011, 10:56

Katowice, Goczałkowice-Zdrój

Przed katowickim Sądem Okręgowym kontynuowano dziś proces Marka Z., oskarżonego o zabójstwo i gwałt 19-letniej Joanny Surowieckiej z Czechowic-Dziedzic. Zeznawali bliscy ofiary.


Przypomnijmy, że pierwsza rozprawa odbyła się 2 tygodnie temu - została ona przerwana po odczytaniu aktu oskarżenia, gdyż oskarżony źle się poczuł, po czym został przewieziony do szpitala. Marek Z. przyznał się do zabójstwa, ale zaprzeczył jakoby miał zgwałcić dziewczynę.
Także dzisiaj oskarżony twierdził, że źle się czuje. Miał zasłabnąć w trakcie konwojowania, stwierdził też, że nie jest w stanie zeznawać. Wyraził jednak zgodę na odczytanie wyjaśnień złożonych w trakcie postępowania przygotowawczego. W pewnym momencie poprosił o możliwość opuszczenia sali i kontynuowanie rozprawy bez jego udziału, na co sąd przystał.

Jego zeznania były dość niespójne – początkowo oskarżony twierdził, że to Surowiecka go zaczepiła i obraziła twierdząc, że zbiera śmieci za marne pieniądze (Z. był dozorcą w barze, znajdującym się w pobliżu goczałkowickiego dworca PKP). - Chciałem, żeby mnie przeprosiła za to, co powiedziała – zeznawał Marek Z. To miało doprowadzić do tragicznych zdarzeń.

Później zmienił zeznania, argumentując, że to on chciał zagadać do dziewczyny, która mu się spodobała. Ta nie chciała z nim rozmawiać, doszło do szamotaniny, podczas której uderzył ją kamieniem i zrzucił z nasypu. Nocą wrócił po zwłoki, które przewiózł w inne miejsce i zakopał.

Niejasna jest też rola brata oskarżonego, Adama Z. W pewnym momencie Marek Z. przyznał, że miał on spory udział w morderstwie. Później jednak wycofał się z tego.

Przed sądem zeznawali bliscy ofiary – mama, tata oraz siostra, występujący w charakterze oskarżycieli posiłkowych. Wspominali ostatnie chwile z Joanną, a także jej długie i nieudane poszukiwania.

Kazimierz Surowiecki przyznał, że nawet fakt wskazania miejsca ukrycia zwłok nie stanowi dla oskarżonego okoliczności łagodzącej. - Oskarżony potrafił poczekać do czasu, aż przejedzie ostatni pociąg, by nikt nie widział, jak przewozi zwłoki. Robił wszystko, by zatrzeć ślady. Działał z wyrachowaniem, zimną krwią – mówił.

Joanna Surowiecka z Czechowic-Dziedzic zaginęła w 2006 roku w drodze na stację kolejową w Goczałkowicach-Zdroju. W listopadzie 2010 zatrzymano mężczyznę, który przyznał się do jej zabójstwa i wskazał miejsce ukrycia zwłok. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.

Więcej o procesie czytaj w najbliższym wydaniu „Gazety Pszczyńskiej” (nr 21) – w kioskach od 8 listopada 2011 r.

pako

T G+ F

Zobacz także

Oskarżony już nie o przestępstwo, a o wykroczenie?
Oskarżony już nie o przestępstwo, a o wykroczenie?
Nie był pijany!
Nie był pijany!
66-latek ukradł telefon, bo chciał "znaleźne"
66-latek ukradł telefon, bo chciał "znaleźne"
Policja szuka świadków wypadku w Górze
Policja szuka świadków wypadku w Górze
6-letni chłopiec wypadł z okna
6-letni chłopiec wypadł z okna

Komentarze:

treść:
autor:

SQL: 18