Wystrzałowy Król

19.09.2006, 14:31

Pszczyna, Jankowice

Broń interesowała go od zawsze. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ale dla Tadeusza Żyły jest hobby szczególnym. To dzięki tej pasji wstąpił do Pszczyńskiego Bractwa Kurkowego i stał się najgroźniejszym przeciwnikiem na wszystkich zawodach, najpierw w Pszczynie, później na Śląsku, a teraz w całej Europie. Nie bez przyczyny w tej wyliczance nie ma kraju. Nasz Europejski Król Kurkowy nie zdążył wziąć udziału w zawodach na tym szczeblu – od razu sięgnął po europejski laur.


Nie pamięta dokładnie, kiedy strzelał po raz pierwszy, ale po chwili zastanowienia przypomina sobie, że było to w szkole, podczas lekcji PO. – Później było wojsko i różne strzelania. Wtedy zawsze jakaś broń w domu była, oczywiście taka, jaką można trzymać bez pozwolenia, czyli wiatrówka – wspomina Tadeusz Żyła, dzisiaj Europejski Król Strzelców Historycznych. Nie miał jednak czasu, by należycie poświęcić się swojej pasji. Kiedy trzy lata temu wstąpił do Pszczyńskiego Bractwa Kurkowego, przygoda z bronią, głównie czarnoprochową rozpoczęła się na dobre. A pierwsze poważne efekty przyszły w ubiegłym roku, kiedy wystrzelał tytuł Króla Kurkowego Pszczyńskiego Bractwa. Zresztą ten rok był wyjątkowo udany, z większości zawodów Tadeusz Żyła wracał z głównym trofeum.

Ostatnia drzazga
- Wyjazd na Europejskie Spotkania Strzelców Historycznych w mieście Hessvijk w Holandii był chęcią zobaczenia jak wygląda to europejskie święto braci kurkowych. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że uda mi się osiągnąć taki sukces – mówi król. – Na zachodzie te spotkania to prawdziwe święto narodowe. Liczba członków Europejskiego Stowarzyszenia Strzelców Historycznych (EGS) to około 8 mln osób! Polskę reprezentowało 50 bractw, w sumie 500 osób, ale w zawodach o tytuł króla mogli brać udział tylko aktualni królowie kurkowi bractw – wyjaśnia.

W konkursie strzeleckim wzięło udział 600 osób, do finału zakwalifikowało się 60 zawodników. Strzelcy mieli za zadanie strącić drewnianego kura zawieszonego na wysokości 20 m. - Po dwóch finałowych kolejkach kur zaczął się chwiać i moim szczęśliwym strzałem w trzeciej kolejce strąciłem z niego ostatnią drzazgę – wspomina zwycięzca. Co czuł nowy król? – Przede wszystkim radość, a potem szok, co będzie dalej? – przyznaje. I niech to nikogo nie dziwi. Europejski Król Kurkowy musi pełnić szereg honorów.

Promują Pszczynę
Pierwsze czekały już w holenderskim miasteczku. Zawody zakończyły się uroczystym przemarszem kolumn brackich, który trwał... 6 godzin. Tadeusz Żyła z żoną Marią, która otrzymała tytuł Królowej, w trybunie honorowej przyjmowali hołdy wszystkich bractw. – To było niezwykłe widowisko. Strzelcy szli w charakterystycznych strojach swoich bractw, na przedzie każdego król i królowa. Panie ubrane były w balowe suknie, ale moja Królowa promowała nie tylko Śląsk, ale też Pszczynę, bo miała na sobie tradycyjny śląski strój z Jankowic – mówi.

Nadanie godności królewskiej nastąpiło na uroczystej mszy, którą koncelebrowało 3 biskupów i 8 księży. Został na niej poświęcony królewski łańcuch, który przez najbliższe trzy lata będzie w posiadaniu Tadeusza Żyły. Na następnym spotkaniu będzie musiał oddać go następcy, a w zamian otrzyma replikę.

Matka niosła kule
Maria Żyła wspiera małżonka. Teraz również przed nią wiele obowiązków. – Nie zawsze cieszą mnie wyjazdy męża na zawody. Zwłaszcza w zimie, przy złych warunkach pogodowych. Ale jego tak to pasjonuje, że wsiada w auto i jedzie... A ja przyszywam kolejne medale, prasuję spodnie, piorę koszule. Teraz moim obowiązkiem jest udział z mężem we wszystkich wyjazdach, m.in. do Belgii, Holandii, Niemiec, Szwecji... Tak to jest przyjęte w Europie, że małżonka podtrzymuje za ramię tego swojego króla – śmieje się i podkreśla, że mąż wystrzelał tytuł 26 sierpnia, czyli w świeto Matki Boskiej Częstochowskiej Królowej Polski. - Tak sobie myślę, że to może ona pomogła te kule nieść – zastanawia się.

Miłość do pługów
Domowe zbiory broni Tadeusza Żyły to głównie broń czarnoprochowa. Ale najnowszym nabytkiem jest armata, która wystrzeliła po raz pierwszy właśnie na cześć nowego króla, który wrócił z europejskim tytułem. Zresztą militaria to nie jego jedyna pasja. Tadeusz Żyła jest wielkim miłośnikiem starych maszyn, urządzeń, przyrządów. Jednym słowem wszystkiego, co wyszło już z użycia. Jak liczne są jego zbiory nawet on sam nie potrafi odpowiedzieć. – Zaczęło się 10 lat temu od kilku drobnych rzeczy, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. To rzeczy, które dzisiaj nadają się już tylko na półkę. Mam na podwórku skansen – śmieje się.

Pługi, brony, bryczki, stare maszyny rolnicze, żelazka, kołowrotki, radia, zbiór 1300 łyżeczek, zegary, trofea myśliwskie, odznaczenia, monety. A najważniejsze, żeby każdy sprzęt funkcjonował tak jak kiedyś i zachował swój dawny wyjątkowy styl. – Sam nie mam czasu naprawiać i konserwować, zlecam to specjalistom. Nie chcę, żeby były to tylko eksponaty. Każdy przyrząd musi działać, żeby możliwe było zademonstrowanie jego przeznaczenia – mówi.

Nie marnuje czasu
Gromadzenie wszystkich rzeczy wymaga wiele czasu. Tadeusz Żyła robi to w weekendy, oczywiście wtedy, kiedy nie odbywają się żadne strzeleckie zawody. Wsiada w samochód, nierzadko z rodziną i odwiedza targi staroci w Bytomiu, Cieszynie, Gliwicach czy Mikołowie. Nie raz jeździ dalej, jak np. na Jarmark Dominikański w Gdańsku. – Ciekawe rzeczy zdarzają się nawet na składnicy złomu. Ludzie wyrzucają niepotrzebne rzeczy po rodzicach czy dziadkach. Kupuję to, czego jeszcze nie mam, bo to jest interesujące. A że interesują mnie wszystkie tematy, biorę to, co widzę – przyznaje.

Rozpoczął już prace nad katalogowaniem wszystkich urządzeń i przedmiotów. A to kolejna czynność, która wymaga sporego wysiłku. – Nie mam nic przeciwko, żeby ludzie przychodzili do nas oglądać stare sprzęty. Jednak musimy włożyć sporo pracy w to, żeby je uporządkować. Rodzina zaraziła się tym hobby, cieszy ich to i mam nadzieję, że ktoś będzie to po mnie kontynuował, zwłaszcza przez najbliższe trzy lata, kiedy obowiązki króla pochłoną sporo czasu – mówi.

Wydaje się, że nasz niezwyczajny i tak doskonale pogodzi wszystkie obowiązki. Należy bowiem do ludzi, którzy nie lubią siedzieć bezczynnie: w tygodniu pracuje, w weekend poświęca się pasjom i rodzinie. Zresztą Tadeusz Żyła z nutką żalu wspomina czasy sprzed ładnych kilkunastu lat, kiedy pracował w państwowej firmie i razem z żoną prowadził ogrodnictwo. – Były tygodnie, że spało się po 8 godzin tygodniowo, ale też było fajnie. Teraz człowiek musi już spauzować, ale mimo szczerych chęci, nie udaje się to – śmieje się i obmyśla pierwszy wyjazd w roli Króla do Krakowa na plenarne posiedzenie zarządu EGS-u.

pin

T G+ F

1

1
1

Zobacz także

Spektakl
Spektakl "Żabi król"
Król ambasadorem
Król ambasadorem
Zniszczenia po wichurze: bądźmy ostrożni w lesie!
Zniszczenia po wichurze: bądźmy ostrożni w lesie!

Komentarze:

treść:
autor:

SQL: 18