Marek Garmulewicz: „Zderzyć się z bykiem”

27.12.2005, 21:22

Marek Garmulewicz należy do galerii sław polskich zapasów. Jest najwybitniejszym polskim zapaśnikiem w stylu wolnym. Wielokrotny mistrz Polski, mistrz Europy, wicemistrz świata. Wśród wielu tytułów i trofeów zabrakło tylko jednego:medalu olimpijskiego. A szans na to miał sporo. Czterokrotnie był olipijczykiem. Najlepiej zaprezentował się Sydney. Niesety, zajął najgorsze dla spotrowca - czwarte miejsce. Swego czasu reprezentował GKS Czeczott (dziś Piast) Wola.

Tak wielki zawodnik w małej Woli. Jak to możliwe?

Normalnie. Miałem przyjemność kiedyś reprezentować klub z Woli. Wtedy jeszcze Czeczott, dziś Piast. Trafiłem tutaj ze Slavii Ruda Śląska i spędziłem w Woli trzy lata. Później zmieniłem klub. Zaproponowali mi lepsze pieniądze i poszedłem za nimi, tym bardziej, że to była już końcówka mojej kariery. Trzeba było patrzeć tam gdzie lepiej płacą.

Właśnie skoro jesteśmy przy pieniądzach. Zapasy nie są dochodową dyscypliną. Wielu młodych, perspektywicznych zawodników kończy przygodę z zapasami przez pieniądze.

Cały szkopuł w tym, że nie ma ludzi, którzy zajęliby się marketingiem tej dyscypliny. Zapasy są mało rozpropagowane. To jest na prawdę piękny sport, pouczający dla młodzieży. Zapasy kształtują zarówno pod względem fizycznym, jaki i każdym innym. Dzieci uczą się tutaj dyscypliny. Dzieciaki poświęcają zapasom ileś tam czasu, ale później kończy ten wiek juniora i trzeba iść do pracy. Nie da się z tych zapasów żyć. Dzisiaj żeby dostać jakiekolwiek stypendium trzeba być medalistą mistrzostw Polski. Czasami jest tak, że zawodnik w danej chwili nie jest medalistą, ale ma szansę nim być dopiero za rok czy dwa. Szansy na stypendium już jednak nie ma. I niestety, musi kończyć uprawianie zapasów i szukać chleba. A jak będzie szukał chleba to idzie do pracy i zaniedbuje sport. I tak się to kończy, na etapie juniora. Dopóki zawodnik się uczy, nie musi pracować, jest na utrzymaniu rodziców to trenuje. Jak rodzice przestają utrzymywać, wymagają jakiś pieniędzy, no to wtedy kończą się zapasy.

Czym się pan teraz zajmuje?

Ciągle jestem przy zapasach. To całe moje życie. Na macie spędziłem dwadzieścia parę lat. Zjadłem na tym przysłowiowe zęby. W tym roku byłem trenerem w Grunwaldzie Poznań. Teraz mam propozycje objęcia stanowiska drugiego trenera kadry narodowej. Zapasy znam od podstaw. Wiem jak dochodzi się do wyniku, co zrobić, żeby osiągnąć sukces. Myślę, że będę wiedział jak sprzedać tę wiedzę młodzieży, żeby dochodziła do takich wyników jak ja. W tej dziedzinie myślę, że jestem fachowcem. Jestem także sędzią zapaśniczym.

Jest pan bardzo dużym chłopcem. Nie miał pan kiedyś propozycji zagrania w filmie, gdzie podobnie jak judoka, Rafał Kubacki popisałby się pan swoja siłą?

Nikt mi tego nigdy nie proponował. Ale myślę, że nie miałbym problemów zderzyć się z bykiem. Myślałem natomiast, że powalczę jeszcze w klatce. Tym bardziej, że walczy tam mój kolega z Piasta, Jacek Buczko. Jeżdżę z nim na wszystkie jego walki. Po olimpiadzie w Atenach miałem dwie operacje: barku i łokcia i trochę mi to przeszkadza. Myślałem, że powalczę, ale kontuzje nie pozwoliły. Jeżeli jeszcze zostanę drugim trenerem w kadrze to tego czasu też będzie mniej.

A kto ma większe szansę na sukces w klatce: zapaśnicy czy judocy?

Myślę, że tu największe szanse na wygrywanie mają zapaśnicy! Judocy są nauczeni łapać za kimono. W zapasach tego nie ma. W klatce walczy się bez koszulek. Judocy mają z tym problem, bo nie wiedzą jak złapać przeciwnika. Zapaśnicy nie mają tego problemu. Stoją twardo na nogach. Większość walk w klatce odbywa się w parterze. Zapaśnicy potrafią się ułożyć, potrafią z tego wychodzić. Zastosują parę obron, dźwigni. Wystarczy to wszystko tylko udoskonalić. Dzisiaj Jacek Buczko jest jednym z najlepszych zawodników w Polsce, dlatego bo trenował zapasy. Byle kto go nie przewróci.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Radosław Jeleń



Infopres

T G+ F

Zobacz także

Wspinaj się z „Diablakiem”
Wspinaj się z „Diablakiem”
Nie chciał się zderzyć i uderzył w barierkę
Nie chciał się zderzyć i uderzył w barierkę
Wielki sukces GKS-u Pniówek
Wielki sukces GKS-u Pniówek
Samorządowcy pytają o czerwoną strefę
Samorządowcy pytają o czerwoną strefę
Nowa nawierzchnia na "Orliku" przy POSiRze
Nowa nawierzchnia na "Orliku" przy POSiRze

Komentarze:

treść:
autor:

SQL: 18