Chcemy żyć jak ludzie!

14.08.2006, 14:48

Pszczyna

- Smród, robactwo i Bóg wie, co jeszcze tam jest - tak swoją opowieść rozpoczyna Piotr Gryga, który z rodziną mieszka w baraku obok pani Anastazji Kapicy. Nasza publikacja o kontrowersyjnej staruszce z baraków przy Curie-Skłodowskiej odbiła się głośnym echem. Większość sygnałów od czytelników wskazywało na ogromną uciążliwość sąsiedztwa z panią Anastazją. Lokatorzy baraków przy Curie-Skłodowskiej jej sytuację przedstawiają w zupełnie innym świetle niż ona sama. Jedna z mieszkających tam rodzin zdecydowała się opowiedzieć nam o życiu w barakach. Jak mówią, chcą by ich koszmar wyszedł na światło dzienne.

Państwo Gryga mieszkają wraz z dwójką dzieci w jednym pokoju z małą kuchnią i łazienką w lokalu socjalnym należącym do AZK. Trafili tam rok temu i jak twierdzą, miało to być dla nich jedynie mieszkanie zastępcze, na pół roku. Synek państwa Gryga jest chory na zapalenie opon mózgowych. Po powikłaniach związanych z chorobą, lekarz zalecił, by maluch miał osobny pokój. Ciasnota w mieszkaniu socjalnym nie pozwala chłopcu na prawidłowy rozwój i spokój. Wraz z siostrą śpią na piętrowym łóżku, we wnęce na szafę.

Przed barak strach wyjść...
Płacą niski czynsz, ale i warunki są nie do pozazdroszczenia. W budynku panuje wysoka wilgotność, ściany są porośnięte grzybem. – Ciągle je maluję, ale są mokre. Próbowałem przykleić na ścianę kasetony, ale po kilku dniach odpadają z powodu wilgoci - mówi Piotr Gryga.
Rodzicom zależy, by ich dzieci wychowywały się w spokoju, ale jak mówią, w tym miejscu jest to niemożliwe. - Pijackie awantury są tu na porządku dziennym, a policjanci bagatelizują prośby o interwencje. Czy moje dzieci mają wyrastać w takim otoczeniu? – pyta z żalem Piotr Gryga. – Wieczorem strach wyjść przed barak - dodaje.

Miłość do śmieci...
Głównym problemem rodziny jest jednak mieszkająca za ścianą 75-letnia pani Anastazja. Nie szczędzą jej krytyki. – Ma manię zbieractwa, znosi ze śmietnika różne szmaty, puszki. Wieczorem potrafi zrobić kilka kursów do kontenera na osiedlu. Wychodzi z jedną torbą śmieci, a wraca z pięcioma! - mówi Piotr Gryga.

Staruszka nikogo nie wpuszcza do środka mieszkania, wyjątku nie robi również i dla nas. Przez uchylone drzwi można jednak zobaczyć opasłe stado much, na ścianach pająki. I poczuć - dochodzący z wnętrza mieszkania nieprzyjemny zapach jest nie do zniesienia. Jak mówią sąsiedzi, z powodu śmieci zlikwidowano staruszce szopę, bo cuchnący odór roznosił się z niej po całej okolicy.
Pani Anastazja bagatelizuje sprawę. - To nie śmieci! Chciałam dorobić sprzedając ubrania, które dostaję od różnych ludzi. Mam dobre rzeczy do śmietnika wynosić? – pyta kobieta. – Pszczyna to pipidówka, tutaj nic nie można zdziałać - odpowiada na pytanie, czy zdołała cokolwiek ze swych „skarbów” sprzedać.
Opieka społeczna jest bezradna, bo pani Anastazja ma zbyt wysokie, jak na przyjęte standardy dochody. A i kobieta na razie nie zamierza nikogo prosić nikogo o pomoc. - Do sprzątania też nikogo nie potrzebuję – dodaje.

Smród i robactwo...
Od lat trwa również nieformalna wojna między urzędnikami a panią Anastazją. Służby miejskie walczą o bezdomne psy, które staruszka trzyma u siebie. Jak opowiada Piotr Gryga, zdarzało się, że na 17 m2 kobieta trzymała nawet 20 psów. Zwierzęta robiły mnóstwo zamieszania, gryzły sąsiadów i ich dzieci, więc pani Anastazja zamykała je na noc w mieszkaniu. - Rano budził nas smród moczu, bo przecież te zwierzęta też muszą się gdzieś załatwiać! Cała ściana cuchnie amoniakiem. Smród, robactwo…– mówi Piotr Gryga - Nie boję się pani Kapicowej, boję się tego, co jest w środku – dodaje. Na dowód pokazuje karalucha, który przez okno miał wydostać się z mieszkania staruszki.

Nie chcą posprzatać?
Tyski sanepid po wielu interwencjach sąsiadów polecił, by zarządca budynku sprzątnął otoczenie i mieszkanie pani Kapicy. Kontrole potwierdziły, że jej mieszkanie stanowi zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne. Jednak i tu opinie o obowiązkach zarządcy budynku są różne. W sanepidzie dowiedzieliśmy się, że obowiązek utrzymania porządku należy do zarządcy, czyli w tym przypadku do Administracji Zasobów Komunalnych. Jednak dyrektor AZK Leszek Kuśka twierdzi, że nie ma prawnej możliwości, by sprzątnąć mieszkanie pani Kapicy. - Tylko sąd może wydać zgodę na jednorazowe wejście do czyjegoś mieszkania lub na eksmisję, ale to długotrwała i kosztowna procedura - mówi.
Sprawa ciągnie się od wielu miesięcy, ale AZK zainteresowała się nią dopiero teraz. – Wydaliśmy pani Kapicy nakaz sprzątnięcia mieszkania ze zbędnych rzeczy. Ma na to miesiąc. Potem prawdopodobnie wystąpimy do sądu - mówi Leszek Kuśka.
Na razie zarządca budynku zadowala się sprzątaniem otoczenia baraku. – Robią naloty w maskach, w kombinezonach sprzątają po kilka pudeł przyniesionych przez Kapicową. Sprzątają w ubraniach ochronnych, a my obok tego smrodu musimy żyć na co dzień! – krzyczy Piotr Gryga.


Komentarz:

Wydaje się, że w tej sprawie jest tylko jeden winowajca - starsza pani opętana miłością do psów i manią zbieractwa. AZK stara się robić wrażenie, że działa w tej sprawie. Ale w rzeczywistości jedynie zabiera staruszce rzeczy spod budynku - a to zwykła kradzież, bo mimo, że to tylko karton czy stare krzesło, to jednak ten przedmiot ma swojego właściciela.
Pani Anastazja nie dopuszcza do siebie myśli, by choć na centymetr ustąpić dla dobra osób, obok których mieszka. A mieszka w enklawie, którą na własne życzenie utworzyło miasto, gromadząc w jednym miejscu, na uboczu, rodziny po eksmisji, biedne i bezrobotne, często patologiczne czy z problemem alkoholowym. Ludzi, którzy w takim otoczeniu nie mają szans, by ułożyć na nowo swe życie. Czy było to dobre rozwiązanie problemu? Może się bowiem okazać, że pani Anastazja na wniosek sąsiadów zostanie eksmitowana. A gdzie trafi? Z powrotem do tych samych baraków. I koło się zamyka.
Magdalena Sojka, "Gazeta Pszczyńska"

soj

T G+ F

1

1

Zobacz także

Chcemy żyć jak ludzie
Chcemy żyć jak ludzie
Jak żyć - to ekologicznie
Jak żyć - to ekologicznie
Złóż informację o dochodach i deklarację roczną w terminie
Złóż informację o dochodach i deklarację roczną w terminie
gorący temat
Uczniowie, nauczyciele, rodzice prosili. Radni nie posłuchali
Uczniowie, nauczyciele, rodzice prosili. Radni nie posłuchali
Odwołują wydarzenia w związku z żałobą narodową
Odwołują wydarzenia w związku z żałobą narodową

Komentarze:

treść:
autor:

SQL: 18