Bulwersująca Anastazja K.

25.07.2006, 14:57

Czy 75-letnia staruszka może być przyczyną nieustających kłopotów dla straży miejskiej, policji i opieki społecznej? Okazuje się, że tak. I nic nie zapowiada, by wkrótce miało się to zmienić.

Pani Anastazja mieszka w lokalu socjalnym przy Curie-Skłodowskiej od prawie pięciu lat. Dostała to lokum od Administracji Zasobów Komunalnych w Pszczynie po tym, jak utraciła niewielkie mieszkanie w kamienicy na Basztowej. Nie miała żadnych długów, rachunki płaciła w terminie, ale dobrowolnie zgodziła się przenieść do „baraków” pod lasem, bo liczyła na ciszę i spokój.
Potrzebowała większego mieszkania, by zmieścić wszystkich swoich podopiecznych. Bo pasją i wielką miłością życia pani Anastazji są zwierzęta. Zawsze je kochała i starała się pomagać nie tylko przybłędom, ale i tym, którym działo się źle. Pszczyniacy pamiętają ją z targowiska, gdy kontrolowała stoiska z żywym ptactwem. Nie odpuściła tym, którzy maltretowali zwierzęta. - Odkąd pamiętam, zawsze ktoś przynosił mi chorego kota czy psa – znajdę. I przyjmowałam je, bo cóż zrobić na widok maleńkiego kotka, którego ktoś dla zabawy oślepił?- pyta staruszka. I tak w jej mieszkaniu pojawił się mały zwierzyniec. Zdarzało się, że pod dachem miała prawie 20 psów i kilka kotów. Jak podejrzewa, to właśnie z tego powodu ciągle ma kłopoty.
Kilka razy musiała oddać zwierzęta do „schroniska” przy Zieleni Miejskiej. - Nie chcę tego robić, bo tam o zwierzęta nikt nie dba, ale jestem słaba i chora, już nie daję rady z pieskami - dodaje.
Mąż kobiety zmarł trzy lata temu. –Teraz boję się o swoje życie. Najbardziej jednak żałuję zwierząt, bo one nie są niczemu winne, a cierpią. Nie piję, więc sąsiedzi nie znaleźli we mnie kompana i teraz się mszczą. Przychodzą tu pijani i mordują mi zwierzęta, kopiąc je bezlitośnie jak piłkę czy trując zepsutym jedzeniem - mówi pani Anastazja.
Straż Miejska i policja bywa u niej regularnie, czasami pojawia się też karetka pogotowia. Opieka społeczna dopiero od niedawna interesuje się losem rezolutnej staruszki. - Pani K. od wielu lat przysparza nam problemów. Nieraz „wyskakiwała” ze swoimi psami przed kolumnę samochodów prezydenta czy premiera - mówi Marian Gazda, komendant Straży Miejskiej. – To delikatna sprawa, pani K. jest starszą osobą, która jednak o swoje psy walczy jak lew.
Odkąd staruszka przeprowadziła się do „baraków”, wiele razy pobili ją pijani sąsiedzi, ktoś kilkakrotnie włamywał się do jej mieszkania, nie wspominając już o groźbach i wyzwiskach, jakie niemal codziennie słyszy. Sąsiedztwo w barakach na Curie–Skłodowskiej jest nie do pozazdroszczenia. Choć porządnych ludzi nie brakuje, to awantury i alkohol są na porządku dziennym. No i psy, które ciągle ktoś podrzuca.
Sąsiedzi nie są dłużni. Oskarżają staruszkę, że znosi do mieszkania śmieci - boją się plagi szczurów i robactwa. Jednak chyba żaden szczur nie zdobyłby się na odwagę, by buszować w mieszkaniu obok siedmiu kotów i czterech psów...
Sonia Marekwia, kierownik pszczyńskiego MOPSu, twierdzi, że pani K. zaproponowano już miejsce w domu pomocy społecznej, jednak ona nie chce się zgodzić na przeprowadzkę. - Wie, że tam nie mogłaby trzymać psów. Tylko sąd może wydać orzeczenie o przymusowym umieszczeniu w takim ośrodku. Chcemy w porozumieniu z AZK uprzątnąć jej mieszkanie, bo sama nie ma na to sił - mówi Sonia Marekwia. (źródło: Gazeta Pszczyńska)

Magdalena Sojka

agw

T G+ F

Zobacz także

Siostra Anastazja o kuchni
Siostra Anastazja o kuchni
Anastazja Szelong skończyła 100 lat
Anastazja Szelong skończyła 100 lat
Świąteczny Weekend Zakupów w Pszczynie
Świąteczny Weekend Zakupów w Pszczynie
35 lat Muzeum Prasy Śląskiej
35 lat Muzeum Prasy Śląskiej
Uhonorowani przez Sybiraków
Uhonorowani przez Sybiraków
Pszczyna: Budżet na 2021 rok przyjęty
Pszczyna: Budżet na 2021 rok przyjęty
Apel w sprawie trudnej sytuacji Uzdrowiska
Apel w sprawie trudnej sytuacji Uzdrowiska

Komentarze:

treść:
autor:

SQL: 18