Artur Jurkowski: z brawami na szczyt

30.09.2006, 13:11

Końcem września z podróży na dwóch kółkach powrócił Artur Jurkowski. Pogoda trochę pokrzyżowała mu szyki, jednak wrażenia z tych dwóch tygodni już byłyby materiałem na pokaźną książkę.

Trasa prowadziła pierwotnie od Cieszyna, przez Czechy, Alpy austriackie, Dolomity, Wenecję, Słowenię, Chorwację i Węgry. – Udało się zajechać do miejsca, które miało być punktem zwrotnym, do Rijeki. Potem wracaliśmy już pociągiem, wszystko przez fatalną pogodę w Chorwacji – mówi Artur. Wspomina tez o problemach zdrowotnych, jednak wykonanie 70% założonego planu to ogromny sukces. W pamięci pozostaną mu szczególnie Wiedeń, Mariazell, Cortina, Treviso, Triest i Budapeszt. Pozytywne wrażenia to także wyjątkowa kultura kierowców i sympatia ze strony mieszkańców odwiedzanych miejscowości.

Nie obyło się bez spadku formy. Kiedy pokonuje się dziennie średnio 100 km, odkładając w tym czasie na drugi plan prawidłowe żywienie, nie trudno o kryzys. – 10 dnia mieliśmy do pokonania 40 km podjazd, na wysokości 2571 m.n.p.m. pierwszego dnia z powodu przegrzania zemdlałem, udało mi się zsiąść z roweru i paść w cieniu przy drodze. Pomógł mi dojść do siebie jakiś Austriak. Musiałem zawrócić z 29 km. Wygrał rozsądek, zacząłem bezwładnie zjeżdżać, by znaleźć płatny nocleg. Wynająłem kwaterę i ambitnie nastawiłem budzik na 5 rano. Niestety, czułem się dalej fatalnie. Kolejnego dnia postanowiliśmy zaatakować szczyt – opowiada Artur, podkreślając, że nad tym wyzwaniem ciążyło jakieś fatum. Załamała się pogoda i mogli się pożegnać z pięknymi widokami. – Po 6 godz. pedałowania pod górę we mgle roztaczał się przed nami piękny widok. Nie zapomnę tego do końca życia. Wyjątkowo plastyczne góry w przelewających się po nich chmurach.... Z chmur wyłonił się lodowiec... a przy podjeździe na największy punkt ludzie bili nam brawo.... Niesamowite uczucie... muszę przyznać, że w tym momencie wyleciała mi jedna łezka.... człowiek czuje się tak wspaniale.. ktoś docenił to, że chciałem spełnić swoje marzenie.... niezapomniane uczucie. Dziękuję tym osobom!

Wrażeń tyle, ze nie wiadomo, od czego zacząć opowieść. Wątki wzajemnie się przeplatają, jedno wspomnienie goni drugie i wystarczyłoby ich do końca życia. Ale nie dla Artura. Dla niego to dopiero początek, już bierze do ręki mapę i zastanawia się, gdzie pojechać. Jest prawdziwym szczęściarzem, bo oprócz swojej pasji ma olbrzymią radość życia, a do tego wiele pokory i umiejętności docenienia rzeczy najprostszych. - FENOMEN PRZEMIESZANIA TO NAJLEPSZA RZECZ JAKĄ WYMYŚLIŁA LUDZKOŚĆ – dobitnie podkreśla Artur.

Podziękowania:
Dla Rodziców i Rodziny za zaufanie i pamięć!
Dla Judyty Kowalczyk za ogromne wsparcie!
A także dla szystkich znajomych i nieznajomych, którzy pisali smsy i dopingowali mnie, a także tych którzy pomogli w trudnych chwilach!


Więcej zdjęć z podróży, szczególnie tych wykonanych przez Artura Jurkowskiego już wkrótce na naszym portalu!




agw

T G+ F

1

1

Zobacz także

Artur Jurkowski o podróżach
Artur Jurkowski o podróżach
Rowerem na szczyt
Rowerem na szczyt
Uszkodził wyposażenie myjni. Wpadł dzięki monitoringowi
Uszkodził wyposażenie myjni. Wpadł dzięki monitoringowi
71 dni z alarmem smogowym
71 dni z alarmem smogowym
Śląskie morze zainspirowało najlepszych fotografików
Śląskie morze zainspirowało najlepszych fotografików

Komentarze:

treść:
autor:

SQL: 18